Naszą przygodę z Timorem Wschodnim rozpoczęliśmy od regionu Oe-Cusse, który jest jednym z 13 w tym kraju. Obszar ten jest jak gdyby ‚oderwany’ od reszty kraju. Od północy graniczy z Morzem Sawu, a z 3 pozostałych stron okalają go wyłącznie indonezyjskie ziemie 😳 Z tego właśnie względu było nam najbardziej po drodze odwiedzić ten region na samym początku, by później bezpośrednio (i dość tanio) przedostać się łodzią do Dili (od niedawna kursuje na tej trasie również raz dziennie samolot za 50 $). Przejście graniczne w Napan okazało się dość osobliwe (o czym napiszemy więcej w następnym tekście z Timoru😜), a nasze pupy na długo zapamiętają stromą, wyboistą i kamienistą drogę od granicy, pokonywaną na małych skuterkach z odpowiednim obciążeniem w postaci naszych bagaży 😜 Musimy jednak przyznać, że górskie widoki rozpościerające się wokół robiły naprawdę dobrą robotę, także buziaki cieszyły nam się na maksa, ale też dzięki temu nawdychaliśmy się sporo kurzu, który otaczał nas zewsząd (takie uroki pory suchej w połączeniu z szutrową drogą) ☀️ ⛰❗️

Oe-Cusse ma szczególne znaczenie historyczne. W 1515 roku, właśnie tutaj Portugalczycy pierwszy raz dotarli do timorskiego lądu w Lifau. Tu też ustanowili pierwszą stolicę, którą w 1769 roku przenieśli do Dili (które jest nią po dzień dzisiejszy). Swoją drogą kolonizacja Timoru trwała całkiem sporo, bo ponad 450 lat, aż do 1975 roku, w którym Portugalia zmuszona była do opuszczenia swoich kolonii w wyniku kryzysu na terenie własnego państwa. Tak czy inaczej wpływ Europejczyków czuć na wielu płaszczyznach, m.in. religijnej (95% mieszkańców to katolicy), politycznej (językiem urzędowym jest portugalski, a każdy kto urodził się przed 1999 rokiem może otrzymać portugalskie obywatelstwo), czy kulinarnej (łatwo tu o pieczywo, ogórki w zalewie czy sałatę z pomidorami i czosnkiem).

W Oe-Cusse spędziliśmy 5 dni i pojeździliśmy trochę po okolicy z lokalsami. Choć noga Maćka ( pomimo 3 tygodni❗️) nie zdążyła się jeszcze wygoić z paskudnego poparzenia, to mimo wszystko, zdecydowaliśmy się na motor. Taka forma poznawania okolicy najbardziej do nas przemawia 😜. Trzeba przyznać, że jest tu bardzo malowniczo i baaardzo spokojnie. W ciągu dnia pustki na ulicach są nawet dość zadziwiające. Biorąc jednak pod uwagę, że panują tu 30-35cio stopniowe upały☀️, z pewnością lepiej, a nawet zdrowiej jest chować się w domowym, biurowym czy jakimkolwiek innym zaciszu 😜 Tak czy inaczej w okolicy można pokonać kilka tras trekkingowych i wdrapać się na kilka punktów widokowych, polecanych zarówno na wschód, jak i zachód słońca. Można również wybrać się w odwiedziny do mniejszości etnicznych, zamieszkujących tradycyjne domy. Można podejrzeć jak lokalne kobiety wyrabiają najsłynniejsze timorskie tkaniny ‘tais’ a także gliniane dzbany, można wybrać się na lokalny targ i poznać smaki, których w Polsce nawet nie ma co szukać, a także odwiedzić pobliskie monumenty i kościoły. Dodatkowo w okolicy znajdują się błotne gejzery (które jednak naszym zdaniem, nie prezentują się zbyt spektakularnie w internetowych relacjach), a puste z plaże z niebieściutką wodą, aż proszą się, by przycupnąć na chwilę.

Region Oe-Cusse, objęty jest programem pilotażowym i rząd od 3 lat pakuje środki finansowe w szereg różnych inwestycji. Działania te prowadzone są z dużym rozmachem, budowane są drogi, lotnisko, mosty, tama, port, boiska, kładzie się nacisk na edukację dzieci i młodzieży, rozwój turystyki i wiele innych rzeczy. Jest tu też kilkudziesięcioosobowa grupa portugalskich expatów, dlatego niech nie zdziwią Was portugalskie knajpki i importowane z Australii, Nowej Zelandii czy Europy, produkty na sklepowych półkach 👀 Tak więc w głównym (i jedynym 😂) mieście regionu – Pante Macassar można poczuć trochę cywilizacji i rozwoju infrastruktury. Dla jednych na pewno ma to swój urok, a dla wielu zupełnie nie 😜 Jako, że Timor Wschodni jest byłą portugalską kolonią, to jak łatwo się domyślić, kręcą się tu nie od dziś jakieś grube biznesy 😊 Spróbujemy wgryźć się trochę w ten temat i zobaczymy, czy uda nam się dowiedzieć czegoś więcej 😜

Nie wiedzieć zupełnie czemu, poczuliśmy tu jakąś fajną energię i poznaliśmy kilka ciekawych osób, choć nie ukrywamy, trochę też o to zabiegaliśmy i dopytywaliśmy. Odwiedziliśmy króla regionu Oe-Cusse, który pomimo braku realnej władzy, cieszy się szacunkiem i uznaniem zarówno wśród lokalnych jak i państwowych władz. Rozmawialiśmy z Nim głównie o historii kraju, o czasach kolonizacji portugalskiej, a później indonezyjskiej, o podziale terytorium, o dziedziczeniu władzy i wielu innych kwestiach związanych z życiem rodziny królewskiej. Naprawdę mądry i sensowny Jegomość 👍

Odwiedziliśmy również lokalną ‚fabrykę’ wina palmowego, które bardzo posmakowało Oleczce 😋 Mamy słabość do takich hand made’owych, przydomowych biznesów!

Pojechaliśmy gdzieś przez pola, krzaki i nagle znaleźliśmy się tuż przy kilku tradycyjnych chatkach wcinając kokosy i karmiąc nimi wygłodniałe psy, koty i kury. Gapiliśmy się na niezwykle malownicze zachody słońca, a to z widokiem na góry i pola ryżowe, a to na bezkres morza wypatrując delfiny i wieloryby, które podobno można tu spotkać. W zachwycie, aż zapominaliśmy robić zdjęcia 😂. Kurczę cieszyliśmy się chwilą jak dzieciaki wgryzając się powoli w nową historię, kulturę, zwyczaje i język. Trochę nam już tego brakowało po 5 miesięcznym pobycie w Indonezji!

W Oe-Cusse pierwszy raz w życiu doświadczyliśmy również czegoś nieziemskiego. Byliśmy świadkami połączenia dwóch światów: ziemskiego i spirytualnego, co zrobiło na nas wrażenie ciężkie do opisania. Słyszeliśmy dużo o mistycyzmie, szczególnie tu, w tym rejonie świata. Jednak, gdy spotkaliśmy się z tym oko w oko, to uwierzcie, sami nie dowierzaliśmy w to, co widzimy i słyszymy na własne oczy i uszy. Takie doświadczenia są tu podobno na porządku dziennym. Prawie każdy coś o tym wie i doświadczył na własnej skórze. Nie wszyscy jednak chcą się tym dzielić albo najzwyczajniej przeszkodę stanowi bariera językowa. My poznaliśmy rodzinę z niezwykłym darem, która podzieliła się z nami swoją wieloletnią wiedzą i doświadczeniem, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Co istotne, wszystko to, oparte jest dość mocno na wierze katolickiej. Nie bójcie się, nie oszaleliśmy, choć czuliśmy się przez moment trochę jak na innej planecie 😜

Dwa ostatnie dni naszego pobytu spędziliśmy natomiast doświadczając bardzo ważnych kampanii przedwyborczych. Dwie największe partie dość głośno dają o sobie znać, aby uzyskać jak największe poparcie. Jedna z nich to partia, która walczyła o niepodległość Timoru podczas okupacji Indinezyjskiej (Fratelin). Jej formalny lider Xanana Gusmao, który był pierwszym prezydentem kraju, a aktualnie jest podobno uznawany za najważniejszego człowieka w Timorze, odłączył się jednak od tej partii jakiś czas temu i stworzył własną. Ta natomiast połączyła się z 2 innymi, by całkowicie zwiększyć swe szanse na wygraną w nadchodzących wyborach! Co tu dużo mówić, w grę wchodzi cały czas tworzenie kraju i zarządzanie budżetem opartym m.in na złożach ropy, także jest o co walczyć! Ogólnie wyczuwa się lekkie napięcie i wyczekiwanie. To kolejny ważny moment w historii tego młodziutkiego kraju. Co w tym wszystkim najistotniejsze wybory są wynikiem destabilizacji rządu, której przyczyną był brak większości w parlamencie, a co za tym idzie brak możliwości ustanowienia chociażby budżetu państwa!!! Jesteśmy przypadkowymi świadkami zmian i tworzenia się tutejszej historii. Bez wątpienia jest to ważny moment pod kątem politycznym i wszyscy z niecierpliwością wyczekują wyborów. Przy okazji, jest to również spore wydarzenie w całym kraju, jak i okazja do solidarności z sąsiadami, dyskutowania odnośnie programu wyborczego, przyszłości, czy też po prostu wypicia lokalnego trunku 😋 Jesteśmy bardzo ciekawi wyników tych wyborów, które odbędą się już 12 maja 2018. Pierwszy raz będziemy naocznymi świadkami takiego wydarzenia w obcym kraju!

 

Na koniec polecamy każdemu, kto do Oe-cusse planuje się wybrać, aby w pierwszej kolejności udał się do wydziału turystyki, który ma przygotowane sensowne broszury po angielsku dla przyjezdnych i co więcej może pomóc w zorganizowaniu pobytu w okolicy (info o przewodnikach, wynajmie motoru, noclegu, itp.) Jeśli chodzi o noclegi, to my mieliśmy to szczęście, że przygarnęła nas rodzinka znajomego naszego znajomego znajomego :)…jednak widzieliśmy, że w mieście jest kilka oficjalnych miejsc oferujących pokoje, a ponad to nie powinno być większego poblemu z rozbiciem namiotu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *